Wywiad z autorami książki „Podróże Junior Rangers: Ameryka i Dziki Zachód”
W dzisiejszym wywiadzie przenosimy się w niezwykłą, pełną wspaniałych przygód i niezapomnianych wspomnień podróż po Stanach Zjednoczonych. Naszymi gośćmi są Karol Papież i Łukasz Papież, którzy są Autorami książki „Podróże Junior Rangers: Ameryka i Dziki Zachód”, której premiera byłą zalążkiem naszej rozmowy. Łukasz Papież jest Tatą trójki pełnych energii chłopaków, współautorem książki razem z najstarszym synem Karolem.
W trakcie naszej rozmowy Karol i Łukasz opowiedzą nam o tym, co było największym wyzwaniem w organizacji wyprawy, jakie miejsce zrobiło na nich największe wrażenie i o czym trzeba pamiętać podróżując całą rodziną po tak odległym kontynencie. Serdecznie zapraszamy do lektury tej wyjątkowej rozmowy pełnej pasji, inspiracji i niesamowitych doświadczeń!

Skąd pomysł na nazwę książki „Podróże Junior Rangers: Ameryka i Dziki Zachód”?
Ameryka i Dziki Zachód – łatwo zgadnąć, bo to była nasza trasa po USA. Natomiast Podróże Junior Rangers: hmm… tego wprost nie możemy zdradzić, żeby nie popsuć historii. To trochę tak, jakby mając mapę skarbu od razu ten skarb dostać na tacy zamiast go odkryć przeżywając przy tym prawdziwą przygodę. Damy Wam jednak wskazówkę gdzie jej szukać. Historię nazwy książki można poznać w rozdziale książki zatytułowanym „Junior Rangers”.
Co było największym wyzwaniem w organizacji takiej wyprawy dla całej rodziny?
Logistyka i Zarządzanie Zasobami Ludzkimi 🙂 Logistyka i planowanie – za to odpowiada Tata z moją pomocą. Tak, aby zawsze był plan B i C na wypadek gdyby plany się zmieniły. Mama dba o pozytywną atmosferę tzn. ma zawsze rozwiązanie na każdy trud wyprawy oraz zły humor – bo trójka małych energicznych chłopców może nieraz dać popalić. Nie wiem jak to robią rodzice – ale zawsze umieją nas jakoś zagadać, abyśmy szybko nabrali siły i humoru. Poza tym Mama zawsze ma gdzieś schomikowany np. cukierek – kiedy brakuje sił na wspinaczkę, żelka – na poprawę humoru, małą puszkę Coca-Coli – kiedy jest super gorąco, a nam skończyła się woda. Zawsze zastanawiam się gdzie Ona to wszystko schowała 🙂
Jak wyglądał Wasz typowy dzień podczas podróży?
Każdy dzień zaczynał się standardowo – od śniadania, czy to na dzikiej plaży, czy nad urwiskiem Kanionu Kolorado, czy w amerykańskim hostelu. Bez porządnego śniadania (oraz kawki wypitej przez Mamę) nie ma zwiedzania. Na koniec śniadania Tata zawsze przedstawiał plan na dziś nakreślając główne atrakcje. Potem ruszaliśmy na całodniowe zwiedzanie w tempie takim, jakie w danym dniu dawało radość – bo w końcu nieplanowane spotkanie z niedźwiedziem, albo zachwyt nad Kanionem Kolorado mogły ten plan obrócić o 180 stopni. Celem nie było „zaliczenie”, ale nasycenie i maksymalna radość ze zwiedzania i tego, co się udało zobaczyć, usłyszeć czy nawet polizać 🙂 Dzień kończyliśmy kolacją i jeśli to było możliwe pływaniem. Uwierzcie nam, ale nie ma lepszego zakończenia zwiedzania gorącej Ameryki niż pływanie w orzeźwiającej wodzie.
Jeśli to był dzień dojazdowy, to po śniadaniu pakowaliśmy się i ruszaliśmy dalej do kolejnego celu w kilkugodzinną podróż kampervanem przez pustkowia Ameryki. Ważne, aby mniej więcej po środku dłuższego odcinka było jakieś „Super Ciekawe Miejsce”, które doładuje nam energię i odwróci uwagę od długiej jazdy. Pamiętam długą drogę do Sekwoi – możesz o tym poczytać w rozdziale o takiej samej nazwie, kiedy to nasza 7 godzinna podróż miała przystanek w opuszczonym kowbojskim mieście z kopalnią srebra – w której udało nam się znaleźć… nie będę spalał historii z książki 🙂

O czym trzeba pamiętać podróżując z całą rodziną po odległym kontynencie?
W czasie wypraw trzeba być gotowym na to, że każdy dzień jest nietypowy 🙂 Trzeba mieć wysokopoziomowy plan z głównymi celami na mapie. Nie może być to plan zbyt szczegółowy – bo planowanie przed komputerem, a bycie na miejscu zmienia perspektywę i to, co mogło być najważniejszą do zobaczenia atrakcją w domu na miejscu może być już tylko atrakcją „jeśli tylko starczy czasu”.
Kluczowym elementem jest wypracowanie u dzieci „Trybu Podróżnika”. A co to jest? To wykorzystywana okazji wtedy, kiedy się nadarza. I nie chodzi tu o jakieś spektakularne sytuacje, tylko o zwykłe – codzienne. To znaczy jemy i pijemy wtedy, kiedy jest przerwa na jedzenie (marudzenie przy jedzeniu zostawiamy w domu w Polsce), korzystamy z toalety w czasie przerwy – nawet jak chce nam się tylko tak w połowie i najważniejsze – nie marudzimy. Jeśli pojawia się atrakcja, to wspólnie bierzemy w niej udział, bo każdy z nas jest elementem sukcesu podróży. Szanujemy marzenia i pomysły innych – bo chcemy, żeby inni szanowali nasze. To złoty środek do sukcesu wyprawy nawet na koniec świata. Trybu podróżnika nie da się zbudować w tydzień, miesiąc czy rok – ale od najmłodszych lat rozbudzając pasję poprzez doświadczenia i opowieści do poduszki o dalekich podróżach.
Jakie miejsce zrobiło na Was największe wrażenie?
Takich miejsc było dużo i ciężko wskazać to jedno, ale najbardziej na wyobraźnie zadziałały trzy.
Pierwsze to Chłodnica Górska z filmu Auta i legendarny Zygzak McQueen. Czy wiecie, że istnieje naprawdę? Znajduje się w dwóch miejscach. Pierwsze to Disneyland w Los Angeles. Przygotowana inscenizacja wyglądała dokładnie tak samo jak w filmie Auta i naprawdę mogliśmy poczuć ten klimat ścigając się w samochodzie Zygzaka McQueena z Jacksonem Stormem. Druga Chłodnica to dwa miasteczka obok siebie, prawie opuszczone Peach Spring oraz Seligman z mnóstwem starych aut wyglądających jak te z filmu ze Złomkiem, Zygzakiem i Ogórkiem na czele.
Drugim miejscem był Kanion Kolorado i znajdujący się jakieś 45 minut drogi od krawędzi w dół kanionu punkt widokowy o zabawnie brzmiącej nazwie „Och Ach”. Uwierzcie nam, kiedy do niego doszliśmy i nie wiedzieliśmy, że to już tu, Tata podniósł głowę, rozejrzał się i przepełniony zachwytem na widok tak spektakularnego widoku westchnął: „Och! Ach!”, a ja przeczytałem tabliczkę stojącą nieopodal: „punkt Och Ach”. Dodatkowo w dzień zwiedzania Kanionu Kolorado wypadały 6 urodziny mojego brata Adasia. Czy można wyobrazić sobie lepsze miejsce na ich spędzanie?

Trzecim miejscem był Park Narodowy Sekwoi. Znajduje się tam „Generał Sherman”, czyli największe drzewo na świecie. Ma ponad 85 metrów wysokości i jest bardzo szerokie. Żeby je objąć potrzeba całej drużyny piłkarskiej trzymającej się za ręce. To naprawdę kolos. Nasze wrażenie ze zwiedzanie było jednak jeszcze większe, ponieważ okazało się, że nie byliśmy tam sami – pomiędzy Sekwojami można spotkać prawdziwe niedźwiedzie. Powiemy Wam tyle, że to zdjęcie niedźwiedzia na okładce nie wzięło się bez powodu 😉

Czy pojawiły się po drodze jakieś trudności?
Tak, ale rozwiązywanie trudności po drodze to element przygody. I tak kiedy po kilku dniach w Kalifornii ruszyliśmy w stronę Dzikiego Zachodu, a temperatura pokazywała jakieś 40°C w kempervanie zepsuła nam się lodówka. Mieliśmy jeszcze przed sobą ponad dwa tygodnie zwiedzania i zapasy jedzenia, które musiały być w lodówce. Sposobem okazał się obecny w każdym sklepie i na stacjach benzynowych lód w kostkach, który raz na 24h musieliśmy uzupełnić na dnie lodówki.
Innym razem w czasie wyprawy do znaku Hollywood przy powrocie skończyła nam się woda, pomimo iż na wycieczkę wzięliśmy jej dobre kilka litrów! Woda to prawdziwy skarb w ponad 30 stopniowym upale. Rodzice są czasem jak wielbłądy, bo kiedy jej brakło, to o dziwo im nie chciało się aż tak pić jak synkom, a dodatkowo na przemian wzięli nas na barana i pomogli dojść do parkingu, gdzie czekało kilka butelek wody w bagażniku kampervana.
Trzecia trudność to niesmaczna kawa. Mama lubi po śniadaniu wypić dobrą kawę, a w USA o taką było na co dzień ciężko. Jeśli czegoś co lubimy nam brakuje to zaczynamy marudzić. Na szczęście amerykańskie widoki i przygody jakoś zrekompensowały jej brak dobrej kawy.
Czy Ameryka to dobry kierunek na podróż z dziećmi?
Tak, w szczególności Zachodnie Wybrzeże, obfitujące w nieskończoną ilość przepięknych parków narodowych takich jak Park Sekwoi z największym drzewem na świecie, czy legendarny Park Narodowy Yosemite, w którym grasuje bardzo dużo dzikich niedźwiedzi – oj można je tam spotkać… Kiedy w nocy, gdy słodko śpisz, nagle zaczyna bujać kampervanem… hmm czyżby „coś” wyczuło jedzonko w bagażniku…? Do USA można dolecieć bezpośrednio z Polski, co jest bardzo ważne przy podróży z dziećmi trwającej ponad 11 godzin. Dodatkowe przesiadki wydłużyłyby podróż i już na wstępie utrudniły wyprawę. To też miejsce, gdzie szczególnie dzieci miały okazję poćwiczyć swój angielski i odkryć, że w nauce języków obcych nie chodzi o to, by w szkole zaliczyć przedmiot, ale o to, że język daje możliwość zwiedzania świata.
Co Wasza rodzina wyniosła z tej podróży?
Udowodniliśmy, że każdy może dogonić marzenia – wystarczy tylko chcieć. Bo pozorne przeszkody są prawie zawsze błahostką, której z perspektywy czasu w ogóle się nie pamięta.
Największym dobrodziejstwem wyprawy jest właśnie nasza książka, która pozostawi na zawsze w naszych sercach tamte amerykańskie chwile, a czytelnikom pomoże zaplanować wyprawę i poznać wiele wskazówek pozwalających poskromić nieposkromione dzieci, rozbudzając w nich prawdziwą pasję i zachęcić do czynnych aktywność, które w dzisiejszym świecie smartfonów mocno kuleją.
Czy planując ponownie podróż zrobilibyście coś inaczej?
Nasz plan był bardzo dobrze dostosowany pod naszą rodzinę i wypalił całkiem nieźle. Ale też nie da się wejść do tej samej rzeki dwa razy, ponieważ niektóre atrakcje były planowane pod wpływem niepowtarzalnej chwili i zauroczenia atrakcją oraz wydarzeń jakie napotkaliśmy. Dobrym przykładem mogą być odwiedziny szopa na jednym z kempingów, który chciał zjeść naszą kolację, a potem wkraść się do kampervana. Albo bliskie spotkania z groźnymi niedźwiedziami. Gdybyśmy ich nie spotkali to tamte dni potoczyłyby się zupełnie inaczej. Podróże bywają zaskakujące.

Jakie miejsca chcecie jeszcze wspólnie odwiedzić?
Długo można by wymieniać. Chodzi nam po głowie wielka wyprawa do Tanzanii i Parku Narodowego Serengeti w poszukiwaniu wielkiej Afrykańskiej Piątki połączona ze zdobyciem sufitu Afryki, jakim jest Kilimandżaro – ale nie ważne gdzie – ważne z kim, a tym kimś jest przede wszystkim Rodzina. Kierunek czas pokaże.
O czym będzie kolejna książka i kiedy możemy się jej spodziewać?
Amerykańska przygoda była jedną z wielu, a każda kolejna jest dobrze udokumentowana i czeka na swoją kolej. W planach mamy kolejną część Podróży Junior Rangers – gdzie w Egipcie trochę poza szlakiem poszukiwaliśmy starożytnych skarbów brata bliźniaka Tutenchamona… na szczegóły przyjdzie czas.
Bardzo dziękuję Wam za udzielenie wywiadu i życzę wielu kolejnych niezapomnianych przygód!
Książka Podróże Junior Rangers – Ameryka i Dziki Zachód dostępna jest na naszej stronie: www.podrozejuniorrangers.pl
